O autorze
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz zwierząt Viva zajmuje się walką o poprawienie losu zwierząt. Ten cel realizuje przez cały wachlarz działań - od reagowania w przypadkach znęcania się nad zwierzętami i prowadzenia spraw w sądach przeciwko ich oprawcom przez szkolenia instytucji państwowych, aż po prowadzenie zakrojonych na szeroką skalę kampanii i akcji informacyjnych propagujących etyczne traktowanie zwierząt. Zachęca też do adopcji zwierząt ze schronisk oraz piętnuje niehumanitarne i nieetyczne praktyki firm i osób prywatnych. Rocznie przeprowadzamy ponad 1500 adopcji – głównie psów, kotów i koni.
Pomoc dla zwierząt realizujemy przez lokalne grupy wolontariuszy, sieć domów tymczasowych oraz w schronisku dla zwierząt w Korabiewicach. Bierzemy udział we wszystkich ważnych kampaniach m.in. przeciwko legalizacji uboju rytualnego, w sprawie likwidacji transportu konnego na Morskim Oku, na rzecz wprowadzenia zakazu polowań na ptaki, w celu skreślenia koni z listy zwierząt rzeźnych, na rzecz zakazu chowu zwierząt na futra.

Nie łukiem droga

Z uwagą i niesmakiem przeczytałam tekst pana Kruszewicza. Początek miał pięknie i bardzo niewinnie wprowadzić odbiorce w cześć kolejna , przedstawiająca wegetarianina jako sprawce cierpienia krów mlecznych i największego, możliwego hipokrytę.

Część dot. hodowli masowej bardzo wiarygodna, bez pomijania aspektu cierpienia i udręki zwierząt co ważne widziana przez weterynarza i człowieka mocno zorientowanego w sytuacji zwierząt hodowlanych. Szczerze przyznam, ze z częścią tekstu zgadzam się w 100%. Tak – hodowla przemysłowa to największe nieszczęście jakie zgotowaliśmy zwierzętom, ich życie to pasmo bólu zakończone śmiercią okrutną i często absurdalnie zbędna bo pamiętajmy ze niezliczone ilości zwierząt zabijane są tylko po to, żeby wyrzucić je już jako produkt przeterminowany. W skali roku horror hodowli, transportu i rzeźni przechodzą całe stada zwierząt, które potem są utylizowane bo nikt nie zdążył ich zjeść.



Tak- wegetarianie, którzy wiedzą już więcej niż to, że jedzenie mięsa jest złe i niepotrzebne ale również spożywanie sera i mleka wiąże się z zabijaniem i cierpieniem, a mimo to nie rezygnują z tego, to hipokryci. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że wegetarianie to najczęściej ludzie, którzy wcześniej spożywali mięso, a dla większości, która decyduje się na te dietę ze względów etycznych to tylko etap przejściowy, który przeradza się w weganizm - dietę, która wyłącza wszelkie produkty odzwierzęce. Przy tym założeniu zarzucanie hipokryzji grupie, która jeśli przyczynia się do cierpienia zwierząt, robi to nieświadomie, robi to w dużo mniejszym stopniu, robi to rzadziej niż przeciętny mięsożerca, jest niestosowna? Czy ktoś „zabijający” na co dzień może wypominać mord, komuś, kto zabija raz w roku np? To niezbyt trafiony trop żeby złagodzić własne czyny i odwrócić uwagę od sedna czyli zabijania dla przyjemności.

Myślę, że załapałam intencje autora i pojęłam znaczenie bajki o Bolku i Lolku, zabawach w Indian, chłopcu obcującym z naturą. Dobre! Ma działać jak katalizator, jak wytłumaczenie i uniewinnienie jednocześnie tego co zostanie zapodane za chwilę. Wiadomo już, że mamy do czynienia z człowiekiem, który zwierzęta kocha, szanuje, sprzeciwia się hodowli przemysłowej, potępia wegetarian-hipokrytów sam jest współczesnym Indianinem -człowiekiem żyjącym z naturą za pan brat. I taka właśnie osoba podpowiada nam rozwiązanie problemu, który dotyczy nas wszystkich. Gdyby nie wprowadzenie z łukami, a potem niby naturalnie wtrącona informacja o wstąpieniu w szeregi myśliwych, moglibyśmy się spodziewać tylko jednego słusznego rozwiązania, które nie mogłoby być inne niż: przestańmy dręczyć zwierzęta, wegetarianie obudźcie się, też robicie coś złego, przejdźmy wszyscy na weganizm bo dość już hipokryzji!

Wprowadzenie jednak było, więc rozwiązanie nie jest przyjazne zwierzętom i tym bardziej oburza, że tyle było o ich tragedii i tyle o hipokryzji, że wiedząc jak świadomy jest autor, jego wypowiedz szokuje. Jest niekonsekwentna, pełna sprzeczności i nie ma w niej krzty szacunku o którym tyle pięknych słów padło. Nie wiem czy autor ma tak niską samoocenę, że myślał, że nie przeczyta tego nikt myślący i świadomy czy jest aż tak zakłamany i tyle w nim cynizmu, że zachęca do wytropienia, zabicia, a potem wykrwawienia i oskórowania w świecie w którym jak sam podkreślał tyle jest marnotrawienia żywności pochodzenia zwierzęcego. Czy mamy rozumieć, że podczas kiedy tony przeterminowanego mięsa są utylizowane, w imię dbałości o środowisko i szacunku do jedzenia mamy zabić kolejne zwierzę? Czy świadomość, że to „mięso” było szczęśliwe jak pisze autor i prowadziło szczęśliwe życie ma być usprawiedliwieniem pozbawienia go tego życia dla rozkoszy podniebienia, czytaj zachcianki? Czy w końcu człowiek świadomy, który krytykuje innych za wykorzystywanie zwierząt nie ponosi jeszcze większej odpowiedzialności moralnej wykorzystując je do uprawiania swojej pasji?

Zdanie :”A poprzez łucznictwo można oswoić społeczeństwo z łowiectwem i tym sposobem, małymi kroczkami, zacząć żyć w zgodzie z naturą.”
powaliło mni
e już na kolana. Rozwiązaniem jest mianowicie cofniecie się o kilka wieków wstecz i wspólna pasja dla nas wszystkich; weźmy łuki i polujmy. Nic tak nie zjednoczy rodziny jak wspólne tropienie, nie nauczy dokładności jak celny strzał do szczęśliwej sarny, nie poprawi koordynacji jak skórowanie i nie nauczy szacunku jak wybebeszanie. Nasze dzieci będą pełne miłości do zwierząt i świadome skąd bierze się ich posiłek. Nie będą marudzić że nie dobre bo z szacunku trzeba zjeść całe zwierzę , jeśli było brzemienne z płodem włącznie. Szacunek do zwierząt to podstawa!

Jest mi bardzo przykro, że człowiek, który posiłkuje się cytatami „człowiek żyje tyle razy, ile ma pasji i tyle razy, ile zna języków”, który chełpi się wykształceniem i znajomością tematu nie proponuje szacunku bez zabijania, diety bez składników, które niosą cierpienie, a mają masę roślinnych ,dużo zdrowszych zamienników i nie zachęca rodzin do spędzania czasu choćby w formie wolontariatu czy to na rzecz zwierząt czy chorych dzieci np. Taka nauka byłaby o wiele pożyteczniejsza dla rodziny i społeczeństwa, a dzieci uczone takiego szacunku do życia byłyby szansa dla naszej wspólnej, eksploatowanej ponad miarę planety.

Nie wiele zostało na tej ziemi zwierząt, które można nazwać szczęśliwymi, dlaczego więc wyrażać im szacunek poprzez strzał z łuku?


Autorka tekstu Monika Bukowska, polemizuje z tekstem Andrzej Kruszewicz "Dlaczego wybrałem łuk?"
Trwa ładowanie komentarzy...