O autorze
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz zwierząt Viva zajmuje się walką o poprawienie losu zwierząt. Ten cel realizuje przez cały wachlarz działań - od reagowania w przypadkach znęcania się nad zwierzętami i prowadzenia spraw w sądach przeciwko ich oprawcom przez szkolenia instytucji państwowych, aż po prowadzenie zakrojonych na szeroką skalę kampanii i akcji informacyjnych propagujących etyczne traktowanie zwierząt. Zachęca też do adopcji zwierząt ze schronisk oraz piętnuje niehumanitarne i nieetyczne praktyki firm i osób prywatnych. Rocznie przeprowadzamy ponad 1500 adopcji – głównie psów, kotów i koni.
Pomoc dla zwierząt realizujemy przez lokalne grupy wolontariuszy, sieć domów tymczasowych oraz w schronisku dla zwierząt w Korabiewicach. Bierzemy udział we wszystkich ważnych kampaniach m.in. przeciwko legalizacji uboju rytualnego, w sprawie likwidacji transportu konnego na Morskim Oku, na rzecz wprowadzenia zakazu polowań na ptaki, w celu skreślenia koni z listy zwierząt rzeźnych, na rzecz zakazu chowu zwierząt na futra.

Najbardziej pragną żyć.

Remont w schronisku, wielki chaos, same problemy, jak zawsze za mało czasu i ludzi do pracy. Zbierałam się do domu, kiedy padła informacja: w ciągu kilku godzin przyjedzie 4-5 lisów i 2 psy z interwencji na fermie futrzarskiej. Zajęliśmy się wszystkim, co wydało nam się niezbędne aby przyjąć TAKIE zwierzęta i czekaliśmy z niecierpliwością.


Przyjechały później, niż się spodziewaliśmy: dwa, wycofane psy i one - 5 lisów. Pięć kłębków strachu i zmęczenia, czekających na to, co im teraz zrobimy. Jedna lisica od razu skupiła całą naszą uwagę: fetor gnijącego ciała, brak kawałka ogona i łapy. Nie zapomnę chwili, kiedy uklękłam przy jej kontenerze i w ranie kikuta ogona, zobaczyłam kłębowisko larw. Była zjadana za życia. W jej oczach było wszystko. Krzyczały z bólu i ze strachu. Była tam cała, przerażająca historia jej dramatycznego życia.
I było pytanie - za co?!

Odpowiedziałam na nie później, kiedy po zbadaniu jej wyniszczonego ciałka okazało się, że larwy są już wszędzie i nie ma dla niej ratunku, jest za późno. Odchodziła bez bólu, spokojna, pierwszy i ostatni raz w życiu, dotykana gołą ręką, która zamiast bólu, próbowała dać wsparcie. Umierając w sposób, który nie był dla niej przeznaczony, uciekła od swojego przeznaczenia: bycia ubraniem. Wtedy pochylona nad jej pyszczkiem, odpowiedziałam: nie wiem, nie rozumiem, tak bardzo Cię przepraszam ..., a Ona umarła. Już nikt nie mógł zrobić jej krzywdy i nikt nigdy nie będzie jej nosił.



Cała, nie obdarta ze swojej skóry, uciekła przed nami, ludźmi i naszą pazernością. Zostały z nami 4 pary innych, lisich oczu, które pytały: co z nami będzie? Mówiliśmy ale nie wierzyły, nie miały prawa ufać nam - ludziom, więc dzień po dniu, zaczęliśmy pokazywać.

Zostałam lisim opiekunem.

Zaprosiliśmy do schroniska behawiorystkę i specjalistkę od lisich zachowań aby zadbać o nie w możliwie jak najlepszy sposób. Na błędy nie było miejsca i czasu, ich życie było już wystarczająco makabryczne. Joanna przyjechała z Agnieszką, rehabilitantką zwierząt, która również zajmuje się lisami. Dziewczyny wzięły mnie "w obroty" i urządziły intensywny kurs z obsługi lisów. Spędziłyśmy razem cały dzień, wykorzystałyśmy każdą chwilę bo to człowiek ma się nauczyć, zwierzęta zawsze postępują zgodnie ze swoją naturą.
Wiele się nauczyłam, poczułam się "uzbrojona" i gotowa do przemyślanego działania. Za każdym razem, kiedy miałam jakąkolwiek wątpliwość, pytanie , mogłam zwrócić się do Asi i dzięki temu czułam się bezpiecznie.

Dziś wiem, że tamtego dnia, zyskałam coś więcej niż wiedzę na temat lisów, zyskałam nowe życie i nowe marzenie. Od samych lisów, dostałam pakiet uczuć, których nie poczułabym przy żadnych innych zwierzętach. Ze względu na dobro lisów ograniczyliśmy dostęp do nich, tylko do 4 osób. Miały mieć jak najmniej stresu, jak najwięcej pozytywnych bodźców i to, co najważniejsze, miały się nauczyć poczucia bezpieczeństwa.

Kiedy wcześniej oswajałam dzikie psy, nauczyłam się cierpliwości. Na efekty czekałam za każdym razem długo i teraz też nastawiłam się na pracę długą i niewdzięczną. Nic się nie sprawdziło. Lis to lis. Niby ma sporo z psa, ma sporo z kota ale to inny rodzaj psiego i kociego charakteru. Niepowtarzalny. Jedyny w swoim rodzaju.

Okazało się, że dokładnie TEN sposób, który czuję najlepiej i który rozumiem jak przy żadnym, innym zwierzęciu. Zaczęło się odkrywanie czegoś niesamowitego, czegoś co nie dawało myśleć o niczym innym. Spędzałam z lisami 5 dni w tygodniu, przez dwa kolejne, do nich tęskniłam. Nie rozumiem do dziś, jak to się stało, że tak szybko, odpowiedziały na moje uczucia? Dlaczego po tym wszystkim co przeszły, dały tyle dobrego? Liczyłam się z pogryzieniami , nastawiłam na problemy, bunty, krzyki, ataki paniki, ignorowanie i chciałam tego bo należało im się takie odreagowanie.

Dostałam kredyt wszystkiego co dobre. Każdego dnia, widziałam postępy, coś więcej niż tylko spojrzenie, coś więcej niż tylko położenie obok. To była chęć nawiązania relacji, obdarzały zaufaniem i czekały na odzew. Każdy inaczej ale wyraźnie widziałam do czego zmierzają.

Zawarliśmy pakt o nieagresji i ustaliliśmy zasady. Nie robimy tego, czego druga strona się boi, nie przekraczamy granic, chyba, że robi to lis ;). Okazało się że wbrew logice, te zasady są fair i więcej przyjemności można czerpać z możliwości obserwowania ich, uczestniczenia w ich życiu, niż prób "udomowienia" i zmiany ich zachowań.

Godzinami mogę patrzeć jak śpią, tuż obok mnie, bezbronne, słodko pomrukujące i ufne. Wiedzą, że ich nie dotknę, jeśli nie pokażą, że chcą, nigdy nie wykorzystam sytuacji aby zrobić coś, czego nie lubią. Zbieram plony tego szacunku i nie mogę nacieszyć kiedy okazują zaufanie.

Kiedy przestraszone przychodzą do mnie, zza nóg albo pleców wyglądają na świat i wiem że jestem wsparciem, że wiedzą, że nie pozwolę ich skrzywdzić. To bezcenne. Cztery, totalnie różne charaktery, inne temperamenty i wszystkie niezwykłe. Przy każdym z nich, co innego "wychodzi" z człowieka i co innego okazuje się być lisie. Nie ma definicji, która określiłaby jednoznacznie jaki jest lis. Jest rożny jak różni jesteśmy my, ludzie.

Nawet oswojony lis, to nadal dzikie zwierzę i w tym jego piękno przejawia się najsilniej. To staram się pielęgnować, dlatego między innymi nie inicjuję kontaktów fizycznych, jeśli lis ma ochotę, sam się przytuli. I wtedy to będzie COŚ! Szelki, spacer na smyczy to tylko niezbędny środek aby w sytuacji, w której się już i tak znalazły ( nie mogą zostać wypuszczone na wolność), były możliwie najmniej bezstresowo obsługiwalne. Trzeba je szczepić, pomóc jeśli zachorują, obciąć pazury w zdeformowanych życiem na kratach łapach itp. Umożliwiają to właśnie szelki i smycz, ćwiczenia podczas których każdy przymus oznacza też nagrodę. Świadomość zwierząt, że cokolwiek się dzieje, oznacza poprawę, nie pogorszenie ich sytuacji.

Nie chcę opisywać każdego lisa z osobna bo nigdy nie skończyłabym pisać. Za dużo emocji i za dużo informacji, z resztą kto chciałby czytać coś tak potwornie długiego? Ograniczę się do ogólników, które i tak mam ogromną nadzieję, pozwolą inaczej spojrzeć na te zwierzęta i być może, ktoś zechce zmienić swoje poglądy dotyczące noszenia futer?

Lisy są bardzo uczuciowe. Nie przesadzam. Bardzo.

To nie zawsze empatia, czasem miłość wybiórcza czasem własna ale zawsze złożona, wielka i prawdziwa. Lis nawiązuje relacje z innymi zwierzętami, ludźmi i każda jest inna tak, jak inne są nasze relacje z rożnymi osobami. To bystre urwisy, które zawsze zapragną doświadczyć czegoś same. To opiekuńcze matki, cierpliwe i wyrozumiałe, które z zaciśniętymi zębami, znoszą zęby swoich dzieci (ostre jak skalpele), wbijane przy każdym karmieniu w ich sutki.

W kwestii zabaw i kombinowania co z taką zabawką jeszcze można zrobić, to koty i psy razem wzięte. Lis chce czegoś lub czegoś nie chce: bardziej, emocjonalnie i zdecydowanie. Nie można go karcić bo jest zwierzęciem pamiętliwym i pewnym siebie, więc albo się odgryzie, albo będzie nas omijał i bezpowrotnie stracimy jego zaufanie. Nie ma mowy o przymuszaniu ot tak, bo czegoś chcemy, nie da się. Natomiast lis bardzo mocno będzie próbował przymusić nas do swojej wizji choćby karmienia czy zabawy. Trzeba to lubić, trzeba umieć słuchać, trzeba umieć czytać język ciała i właściwie reagować. Typ osobowości "JA", nie da sobie rady. Właśnie to w lisach jest najbardziej fascynujące. One niczego nie robią jeśli nie chcą, więc jeśli chcą i to robią, a przy okazji to coś czego chcemy my, to sama radość ;).

Lisy nie nadają się do życia w mieszkaniu.

Te uratowane z ferm jako maleństwa, żyjące z ludźmi i innymi zwierzętami, jak psy czy koty, są bardzo przyjacielskimi ale wciąż trudnymi współlokatorami. W okresie dojrzewania, zmienią się w buntowników i małe tornada, które dadzą do wiwatu nawet najbardziej wyrozumiałemu opiekunowi. Lisy, którymi się zajmujemy, trafiły do nas jako dojrzałe, wyeksploatowane zwierzęta, nigdy nie socjalizowane z ludźmi. Mimo to są towarzyskie i można z nimi zbudować fantastyczną więź ale to w żadnym razie, nie oznacza, że równie szybko zaaklimatyzowałyby się w czyimś domu.

Gama dźwięków, temperament, ciekawość i inteligencja lisa sprawi, że nikt "normalny", nie da rady funkcjonować w takim domu. W domu, w którym "zbadany" zostanie każdy przedmiot, a w chwili stresu lub większego podniecenia zostanie oznaczony np dywan lub kanapa (zapach masakra).

W środku nocy, zostaniemy obudzeni ugryzieniem w twarz (z miłości rzecz jasna), bo lis wynalazł nową zabawę i koniecznie musi pokazać w tej chwili, jaka jest fajna. To może i śmiesznie się czyta ale spróbujcie tak żyć. Nie realne. Oddacie takiego lisa wkurzeni bo za mniejsze zniszczenia trafiają do naszego schroniska psy i koty.

Lis szczęśliwy to lis wolny, a jeśli nie może być wolny, musi być jak najbardziej "samodzielny".
Woliera, możliwość decydowania czy chce pobiegać, czy spać, to minimum. Sąsiedzi jak najdalej, bo nikt nie wytrzyma krzyku lisa o świcie (dziecko z kolką i płucami jak miechy) , który domaga się jedzenia, czuje się nieszczęśliwy albo chce czegoś, czego nigdy nie odkryjemy.

Co tu się oszukiwać - lisa może zaadoptować/uratować tylko pasjonat/fanatyk, który zgadza się na gryzienie, zniszczenia, nie będzie gościł przyjaciół, których lis nie polubi i nie będzie wyjeżdżał na wakacje (chyba że ma fanatyka zastępcę), bo lis będzie tęsknił. Głośno i przejmująco.

Mało kto będzie aż tak zdeterminowany, więc jeśli chcemy je ratować zróbmy coś o wiele prostszego niż kupowanie czy adopcja. NIE kupujmy niczego, co jest choćby obszyte centymetrem futra. Dla tego centymetra też trzeba było hodować i zabić. Ten centymetr mógł należeć do lisa, który bardzo przypominał Waszego Mruczka lub Burka. Ten centymetr lisa gdyby miał możliwość, bawiłby się takim samym sznureczkiem czy piłeczką, kochałby też z całej swojej mocy - tylko tej mocy nie każdy umiałby dorównać. Bo lisy wszystko robią bardzo.

A najbardziej pragną żyć.

Monika

--
Możesz objąć nasze lisy wirtualną opieką: http://schronisko.info.pl/adopcje/daj-dom/inne
Więcej z życia naszych lisów: Profil lisów na FB
Podpisz petycję na rzecz zakazu chowu zwierząt na futra: www.antyfutro.pl/petycje
Trwa ładowanie komentarzy...