O autorze
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz zwierząt Viva zajmuje się walką o poprawienie losu zwierząt. Ten cel realizuje przez cały wachlarz działań - od reagowania w przypadkach znęcania się nad zwierzętami i prowadzenia spraw w sądach przeciwko ich oprawcom przez szkolenia instytucji państwowych, aż po prowadzenie zakrojonych na szeroką skalę kampanii i akcji informacyjnych propagujących etyczne traktowanie zwierząt. Zachęca też do adopcji zwierząt ze schronisk oraz piętnuje niehumanitarne i nieetyczne praktyki firm i osób prywatnych. Rocznie przeprowadzamy ponad 1500 adopcji – głównie psów, kotów i koni.
Pomoc dla zwierząt realizujemy przez lokalne grupy wolontariuszy, sieć domów tymczasowych oraz w schronisku dla zwierząt w Korabiewicach. Bierzemy udział we wszystkich ważnych kampaniach m.in. przeciwko legalizacji uboju rytualnego, w sprawie likwidacji transportu konnego na Morskim Oku, na rzecz wprowadzenia zakazu polowań na ptaki, w celu skreślenia koni z listy zwierząt rzeźnych, na rzecz zakazu chowu zwierząt na futra.

My tu rządzimy

petycje.pl/9465
petycje.pl/9465 Fundacja MRnRZ Viva!
Właśnie oglądam kolejny materiał nakręcony po proteście na drodze do Morskiego Oka. Wypowiedź fiakra Stanisława Hodorowicza zadziwia i złości, stek kłamstw dotyka do żywego. Dziś wiem, że ci, którzy brali czynny udział w tej napaści, to nie ludzie. Nie czuję krzty szacunku do kogoś, kto łże w tak perfidny sposób, nie ma za grosz honoru i zwykłej przyzwoitości, aby po tym, do czego doszło, w ten sposób przedstawiać sprawę.

Jeszcze wczoraj sama doświadczyłam ich uporu i czegoś, co wstrząsnęło mną nie na żarty: prawdziwej nienawiści, takiej jaką okazuje się wrogowi, którego chce się zniszczyć. Sposób w jaki do nas mówili, postawa i gesty, to nie była sprzeczka Polaków, którzy inaczej rozumieją pewne kwestie i ich rozwiązania, to był atak obcej nacji, która wykrzykiwała nam w twarz, że nie jesteśmy u siebie, że Zakopane to ich teren i wara nam od tego, co się na nim dzieje.



Obcy, skrajnie radykalny kraj, obcy ludzie, krzyczący w obcym języku, zaślepieni nienawiścią i gotowi bronić swojego zdania nawet w myśl zasady: na złość wam, odmrozimy sobie uszy. I czym na to zasłużyliśmy? Tym, że zależy nam na ich zwierzętach bardziej niż im, bo nie widzimy w nich maszyn, które po nadmiernej eksploatacji, zepsute, odstawia się do rzeźni? Tym, że zaproponowaliśmy zamianę na melexy, które przyniosą większy zysk, zaoszczędzą pracy, będą bardziej przyjazne dla środowiska? Tym, że ta opcja nikogo nie pozbawi pracy, a wręcz przeciwnie, znacznie polepszy jej komfort?

Dziś wiemy, że nie. Po prostu, NIKT nie będzie mówił góralowi co ma robić i tej tradycji wierni są do bólu, gotowi są pobić i stracić ale nikt nie ma prawa czegokolwiek im zabronić. NIKT! I jak na wojnie nie ma żadnych specjalnych względów dla kobiet, ulgi dla dzieci, liczy się ich prawo. Bez oporu, na oślep okładali pięściami i kobiety i mężczyzn, wyrywali transparenty, rzucali czym popadnie, próbowali wyrywać aparaty, szarpali i chyba nikomu nie przepuścili, tyle że większość z nas nie dostała na tyle mocno, aby zostały ślady. Pogonili konie, które z wozem i obciążeniem ważyły prawie 3 tony na grupkę ludzi, siedzących na drodze, nie licząc się z ich życiem i zdrowiem.

To gorsze od wjechania autem, nad którym ma się większą kontrolę niż nad parą wystraszonych przez agresywnych fiakrów zwierząt, których zachowanie jest nie do przewidzenia. Byliśmy dla nich śmieciami. Kopali nas tak samo, jak później, na oczach policji rozrzucali nasze plecaki, transparenty, rzeczy osobiste, pozostawiając pobojowisko.

Kiedy siłą pognali na nas drugi wóz, a ludzie krzycząc wzywali policję i prosili o karetkę, z triumfem i śmiechem komentowali nasze "straty", a swoją wygraną. Kilka osób wychodziło z rowów, do których zostali wepchnięci, inni szukali znajomych, kolega leżał pobity w rowie, trzymając się za głowę, dziewczyna trzymała się za pierś, w którą została uderzona przez rozjuszonego górala, ktoś miał rozciętą wargę, inni zbierali rzeczy rozsypane z rozrzuconych plecaków. Z boku stały dziewczyny, jedna trzymała za ramię niewidomą i przerażoną koleżankę, która przyjechała z Warszawy żeby ująć się za końmi.

Bilans? 50 osób, które przyjechały z rożnych stron Polski, pokojowo zamanifestować w swoim kraju przeciw łamaniu prawa, spotkała się z jawnym bezprawiem i stronniczością, została wystawiona na pastwę rozjuszonych wozaków i ich licznie przybyłych znajomych - bandytów. 100 metrów dalej stała grupa policjantów, obserwatorów i kibiców całego zajścia. żadnego z nich nie poruszyły krzyki atakowanych ludzi, ani jeden nie zareagował na nasze wezwania: policja, pomocy! Dopiero, kiedy my sprawdzaliśmy straty czekając na karetkę, wkroczyli w asyście góralskiej kapeli. Jak w tragikomedii albo matrixie. Ale mylicie się jeśli uważacie, że zaczęli od ustalania kto pobił chłopaka zwijającego się w rowie i zbierania zeznań strony jakby nie patrzeć - pokrzywdzonej. Z wyrozumiałością uspokajali wulgarnych górali, którzy stojąc obok nich wygrażali nam i zapowiadali, co się stanie jeśli stąd nie odejdziemy, a nas zaczęli spisywać. Tak! Nie bandziorów, tylko ludzi siedzących na drodze, na przemoczonych plecakach i kawałkach folii.

Nie zatrzymali żadnego agresora nawet po tym, jak jeden z nich zaatakował policjanta i pchnął go, kiedy nie zszedł mu z drogi kiedy chciał nam znów pokazać, gdzie nasze miejsce. W obecności policji wbrew zakazowi palenia obowiązującemu w parku, z papierosami w zębach, niektórzy, pod wyraźnym wpływem alkoholu, wygrażali nam posługując się wszystkimi, możliwymi epitetami.

Policja nie reagowała również, kiedy prowadzony do karetki przez dwie koleżanki, pobity chłopak, został wygwizdany i musiał słuchać, że dostał za słabo, a nam dają pół godziny i jeśli zostaniemy, wszyscy wyjedziemy stamtąd w karetkach. Dziś, w licznych materiałach, pokazywanych w telewizji słyszę (również od policji), że grupa agresorów nie miała nic wspólnego z żadną ze stron. Ponoć zjawiła się tam, nie wiedzieć czemu i wszczęła awanturę bo "szukała zadymy".

Kłamstwo! Raz, że zanim doszło do fizycznej przemocy, przywitali się, stali, naradzali i wyśmiewali z nas wspólnie z fiakrami i strażnikami TPN, dwa: nie zaatakowali żadnego fiakra, trzy: na materiałach, którymi dysponujemy wyraźnie widać, ze agresorami byli również sami fiakrzy - nie tylko ich zapewne zaproszeni do pomocy koledzy - chuligani. To wozak okładał pałką twarz naszego kolegi i wozak, rzucił metalowymi schodkami w naszą koleżankę, której złamał kość piszczelową. To wyglądało na z góry ustaloną współpracę dobrych kumpli, którzy wspólnie chcieli "obcym" spuścić lanie i pokazać, że tu rządzą nie prawa i ustawy, a oni - górale. I rzeczywiście udało im się. Na własne oczy widzieliśmy, że robią co chcą, że uchodzi im coś, co nie uszłoby nikomu w żadnym, innym miejscu, że po tym, jak obrażali i pchali policjanta, nie zostali usunięci lub zatrzymani, mimo, że jednocześnie byli wskazani przez nas jako sprawcy napaści i pobicia. Państwo w państwie.

Podobnie jak słowa górali, szokują relacje niektórych dziennikarzy. Reporterka dużej stacji TV, donosi, że blokujemy trasę również dla pieszych i wszelkich pojazdów. Była obecna cały czas na miejscu i doskonale widziała, że każdy pieszy i każdy pojazd poza fasiongami został przepuszczony. Jej stronniczość, a tym samym absolutny brak profesjonalizmu widać, kiedy w rozmowie z fiakrem sugeruje mu odpowiedź, zadając pytanie: bo wy bronicie swojej pracy i koni? Brak rzetelności i etyki dziennikarskiej porażający i smutny. Na szczęście byli też prawdziwi reporterzy, którzy zarejestrowali zdarzenie obiektywnie i na tyle skrupulatnie pokazali materiał, że każdy nawet bez komentarza jest w stanie ocenić całą sytuację. Im bardzo dziękujemy. Bardzo krzepiące były również komentarze wielu prawdziwych turystów, którzy mijając nas dodawali otuchy i zagrzewali do protestu w pełni rozumiejąc, że trasa dla tak obciążonych zwierząt jest morderczym wysiłkiem.

Chyba najsmutniejszym i najbardziej żenującym zachowaniem tzw. turystów, którzy przyjechali autami po to aby zaraz przesiąść się na wozy i w ten sposób "pochodzić" po górach, było to, kiedy siedząc w tratujących nas wozach, obrażali, pokazywali środkowe palce rozbawieni naszą obroną koni. To właśnie ta grupa generuje zapotrzebowanie na tego typu rozrywkę i zapewnia wozakom zarobek kosztem tragedii koni. Dzięki temu właśnie jest po co je rozmnażać, handlować nimi, eksploatować do granic wytrzymałości - bo na tej trasie zużywają się wybitnie szybko, średnio 2 lata takiego wysiłku, powoduje, że nie nadają się już do żadnej pracy i trafiają do rzeźni. Górale tak właśnie rozumieją rolę konia w krajobrazie Podhala, tak odwdzięczają się za zarobki w sezonie wynoszące blisko 50 tys.zł miesięcznie. Mówiąc o dbaniu o swoje konie na równi z członkami rodziny i martwiąc o to aby rzekomo nie wyginęły nawet nie zająkną się na temat ich smutnego życia i końca w ciężarówce do Włoch. Na turystach fajnie się zarabia, zwłaszcza takich, którzy podobnie jak oni uważają, że zwierzęta służą do roboty, a jak padną to się bierze nowe i po krzyku. Tradycja.

Wracając do tematu samego protestu przyznam, że nawet mając przedsmak zachowania fiakrów po tym jak uczestniczyliśmy w zebraniu w TPN, na którym dali małą próbkę swojej kultury osobistej, nie spodziewałam się do czego mogą być zdolni. W pewnym momencie nawet policjanci zdali sobie sprawę, ze ich początkowa ignorancja okazała się zgubna bo doszło do takiej eskalacji agresji, że była nie do opanowania i rzeczywiście od tej chwili byli odseparowali agresorów i zapobiegli wielu sytuacjom, które zakończyłyby się bardzo źle. Ich ochrona była również niezbędna, kiedy zdecydowaliśmy, że opuszczamy drogę i chcemy dostać się na parking.

Górale zablokowali przejście, część zaczęła otaczać nas od strony lasu, jednemu udało się przedostać na tyły i zaatakować koleżankę. Na szczęście nie była sama i zaraz ruszono jej na pomoc, przepędzając napastnika okrzykami “damski bokser”. I czego można wymagać w sprawie zwierząt, skoro tak traktują tam ludzi? Inaczej rozumiemy też przyjaźń, inaczej szacunek i inaczej postrzegamy nasz kraj bo my uważamy, że nasze polskie góry nalezą do nas wszystkich. I, że wszyscy powinniśmy czuć się w nich bezpiecznie i wszyscy powinniśmy być równi wobec prawa. Nic z tego nie jest faktem.

Cały czas można podpisywać petycję w sprawie zamęczania koni na drodze do Morskiego Oka do czego zachęcam: http://petycje.pl/9465
Monika Bukowska
Trwa ładowanie komentarzy...